czwartek, 12 lipca 2012

32 Pierwsze warszawskie spotkanie z wrzecionem.



 
Serdecznie zapraszam na pierwsze spotkanie prządkowe w Warszawie.
Wszystkich chętnych proszę o przyniesienie wrzeciona i czesanki.  Osoby, które nigdy nie przędły będą mogły poznać coś nowego, mocno wciągającego:))   A osoby już zaprzyjaźnione z wrzecionem będą mogły podzielić się swoimi doświadczeniami.
  
Proponuję dwa terminy do przegłosowania: 19.07 o godz.17.30, lub 21.07 o godz.11.00.
Miejsce - ławki lub ogródek kawiarniany w Pasażu Wiecha na tyłach dawnych  Domów Towarowych Centrum, od strony ul. Chmielnej. Ewentualnie proszę o wskazanie fajnego miejsca w Centrum.


W sprawach technicznych, dla Tych którzy bardzo by chcieli pokręcić wrzecionem a nie mają swojego, mogę w trakcie spotkania pożyczyć trzy wrzeciona i trochę czesanki.
Wrzeciono można zrobić z mątewki używanej w kuchni, płyty CD i kawałka patyka, można kupić u p. Kromskich lub np.  na stronach tego producenta http://thewoodemporium.co.uk/




31 Alpaka

Czytałam na różnych blogach o runie z alpak i zachciało mi się ...
Zamówiłam trzy kolory w dwóch gatunkach, dzisiaj prezentuję dwa z nich. Tak wyglądała baby alpaka prosto po zakupie:



Tak po czyszczeniu ręcznym, wybieraniu śmieci i praniu. W dotyku jest bardzo mila i mięciutka.





Trochę gorzej  wyglądała i więcej pracy wymagała wełna z alpaki huacaya. Zdjęcie już  po czyszczeniu i praniu.



A tu już po trzykrotnym przeczesaniu na gręplarce.



Mimo mojego czyszczenia i wybierania różnych drobiazgów, podczas wyczesywania znalazłam jeszcze trochę "dodatków". Kolejną partie muszę dokładniej wyczyścić i przebrać z krótkiego podszerstka, bo w tym wyczesanym gdzieniegdzie coś małego umknęło mojej uwadze. I w czasie czesania, te krótkie drobiazgi  niestety się nie rozczesały, co spowodowało, że podczas przędzenia wełna  ma gdzieniegdzie małe zgrubienia. Ale co tam, kolejne doświadczenie mam za sobą.

środa, 13 czerwca 2012

30 Warsztaty filcowania.

W tą  niedzielę w mojej pracowni  działo się, oj działo.
Prowadziłam warsztaty filcowania, zorganizowane dla totalnie pozytywnie zakręconych dziewczyn . Sylwio, Danusiu i Marysiu dziękuje wam za super atmosferę i wielkie zaangażowanie  przy wykonywaniu swoich projektów. Dziewczyn od pracy nie mogłam odciągnąć,  nawet na wypicie filiżanki ciepłej herbaty. Były tak przejęte i skupione nad projektami, że nic poza czesanką nie widziały. Na sesje zdjęciową z warsztatów zapraszam na bloga U Sylwki






Kilka tygodni temu zrobiłam poncho z moheru ze starych zapasów. W kolorze zupełnie nie moim i tu totalne zaskoczenie. Polubiłam go od razu i chodzę w nim, o dziwo. Spotykam się często z dziwną reakcja koleżanek "O jejku , przecież to nie Twój kolor, a tak fajnie w nim wyglądasz" - dzięki dziewczyny. Miałam problem żeby zrobić sensowne zdjęcia i są bardzo marne.





W trakcie robienia zdjęć przyplątało się towarzystwo i ze zdziwienia, że pani chciała przegonić podniosło tylko łepek do góry.





Na ramionach dodałam kilka oczek i fajnie poncho układa się na sylwetce.



Pomarańczowe cudo wyszło wielkie, bo ja nie należę do małych kobitek, ma 96 cm długości .

środa, 23 maja 2012

29. Coś nowego, coś starego.

Pierwszy szydełkowy koc powstał wiele lat temu.
Jest już pełnoletni, i od kilku lat pełni funkcję dyżurnego koca huśtawkowo-tarasowego.





Czarny kolor to wełna a pozostałe kolory to włóczki rożnego pochodzenia i o różnym składzie, w większości z odzysku.


 Zainspirowana oglądaniem blogów szydełkowych, postanowiłam zrobić nowy koc.
 W zupełnie innej kolorystyce, takiej trochę landrynkowej.




 W wolnych chwilach powstają kolejne kwadraty.







Mam pomysły na kolejne szale filcowane i w związku z tym trochę czasu poświęciłam czesance z merynosów. Powstały kolejne kolory, poniżej kilka z nich.




W sumie wyszło 11 kolejnych kolorów i odcieni.

Pomarańczowe "coś", zapowiadane w poprzednim poście, jest już skończone. Czeka tylko na pranie, ułożenie i fotografa.









sobota, 5 maja 2012

28

Zdjęcia chusty pokazywałam wcześniej, na początku jej tworzenia.
W użytkowaniu spisuje się świetnie, jest lekka, bardzo miła w dotyku i super ciepła.
Do zdjęcia pozował mi w chuście mój M.





Na kołowrotku też pracowałam, kołowrotek działa na mnie bardzo wyciszając, mam czas na spokojne rozmyślania.

BFL z jedwabiem.



I od dłuższego już czasu siedzę przy kolejnym projekcie, ale o tym już za kilka dni.




A dzisiaj przez przypadek, spontanicznie, bez żadnego wcześniejszego  planowania, miałam okazję pobawić się koralikami. I jestem kolejna osobę którą koraliki pochłonęły. Kilka miesięcy temu poznałam technikę szydełkową, Iwonko dziękuję bardzo. A dzisiaj poznałam kolejną i miałam świetną zabawę. Tym razem za wskazówki i naukę dziękuję bardzo Sylwii.
Jeszcze bez zapięcia,  ale już jest  - moja nowa bransoletka i rozpoczęte kolczyki.





poniedziałek, 23 kwietnia 2012

27

Tym razem trochę czerwieni w różnym wydaniu.



Długo się nie odzywałam, ale nie oznacza to, że nic nie robiłam...  Przed świętami sporo czasu poświęciłam filcowaniu. Zrobiłam trochę biżuterii i kilka szali, zaszalałam z czerwieniami. Tutaj: z jednej strony warstwa jedwabiu sillaps, z drugiej jedwab ponge, który nadaje szalowi fajną "pomarszczoną" strukturę.



Kolejna czerwona czesanka, tym razem z dodatkiem czerni i szarości. Powstał z niej otulacz na zamówienie przemiłej Beatki.




I po raz kolejny - czerwień z zastosowaniem jedwabiu. Na drugim zdjęciu widoczny jest fragment wfilcowanego jedwabiu. Nie jest niestety uchwycona ciekawa struktura, jaka powstała przy połączeniu jedwabiu i czesanki w procesie filcowania.




 Nuno filc - kolejny, i ostatni tym razem, wytwór w czerwieniach.



A na koniec, coś w moich ulubionych kolorach. 


Ciepłe pozdrowienia dla wszystkich odwiedzających moje Wełniane Studio! :)